środa, 16 kwietnia 2014

[001] Shadow of the day...

      Otwieram zaspane oczy wdychając przyjemny, poranny zapach lat. Dostrzegam ją. Największy skarb mojego życia oddycha spokojnie przez sen przytulona do mojej klatki piersiowej, gdy na jej twarz wkrada się delikatny uśmiech wywołany dźwiękiem bicia mojego serca. Odgarniam jej brązowo-turkusowe włosy za ucho przebite czarnym taperem (jak można w tym spać?), by móc bardziej się przyjrzeć jej przepięknej twarzy. Momentalnie śmieję się od serca na wspomnienie jej pierwszego dnia w tunelu.

- MIKE! - po pokoju rozniósł się krzyk mojej narzeczonej.
- Tak słońce? - pytam czule przytulając ją do siebie.
- JA CI KUŹWA DAM SŁOŃCE! - wyrwała się zręcznie z uścisku. - Gdybym nie była w takim stanie jakim jestem Chester leżałby już dawno dziesięć pięter niżej skomląc z bólu. PO CO JA GO W OGÓLE POSŁUCHAŁAM!?!?!?
- Boli Cię uszko? - zapytałem przesłodzonym głosem. - A co ci niby dolega?
- Boli?! Boli!? To gówno co mam w uszku rozsadza mi je od środka, a nie dość tego nie wiem gdzie sobie mam włożyć kręgosłup, bo noszę to - wskazała na brzuch. - twoje „nie chce mi się iść po gumki bo pada”. TO WSZYSTKO TWOJA WINA!
- Kochanie, ale to ty chciałaś... - nagle uświadomiłem sobie co powiedziała przed chwilą. - Czekaj... jesteś w ciąży?
- Tak głupku!! - przytuliła mnie. - Przepraszam nie panuję nad sobą... Bardzo Cię kocham.
- Witam przyszłych państwa Shinoda! - oboje spojrzeliśmy na Chestera szczerzącego się jak głupi do sera. Dziewczyna momentalnie wpadła w częsty dla niej stan niepohamowanej chęci zabicia.
- CHESTER! - Bennington na ten dźwięk uciekł w ten pędy.


      Biedny Chester przez następne trzy tygodnie chodził z podbity okiem. Cicho chichoczę, a brunetka przewraca się na plecy odkrywając znaczną część swojego ciała przykrytą wcześniej śnieżnobiałą kołdrą. Na moich ustach wita ponownie grymas radości, gdy dostrzegam że ma na sobie bluzkę z logiem Linkin Park, w którą była ubrana podczas naszego pierwszego spotkania.

Koncert trwał już którąś godzinę, a ja z całym zespołem nie potrafiliśmy już ustać na scenie, więc postanowiliśmy zrobić małą półgodzinną przerwę ku uciesze podekscytowanych fanów. Chester rzucił swoją zmęczoną dupę na kanapę modląc się do boga o siły do kolejnych sceramów, Brad i Phoenix stroili gitary, Rob rozmawiał z naszym managerem, a Mr. Hahn gdzieś się ulotnił. Z okazji na chwilę odosobnienia udałem się w kierunku toalet, by przemyć zmęczoną twarz. Nagle przed moim ciałem wylądował zwijający się z bólu chłopak umorusany krwią cieknącą ciurkiem z jego nosa.

- Żeby mi się to więcej nie powtórzyło! - wypomniała mu średniego wzrostu dziewczyna o błękitnych oczach i kruczoczarnych włosach upiętych w wysokiego kuca, z którego wypadały liczne pasma. Ubrana była w czarną bluzkę z logiem mojego zespołu, czarne potargane rurki i wybijaną ćwiekami skórzaną kurtkę, której rękawy były pociągnięte na łokieć ukazując liczne tatuaże tworzące na prawej ręce rękaw. Oparła dłonie o biodra. - Nauczysz się grzecznie odzywać do kobiet dupku! - podniosła wzrok na mnie. Zaniemówiłem.- O mój Boże... Mike Shinoda!


      Ona zawsze była porywcza. Gdy ktoś ją zaczepiał była pierwsza do bójki. To była dla niej normalne, że nie które sprawy da się tylko rozwiązać sierpowym. Kocham to w niej... Jej nieprzewidywalność i upór. To ona daje mi siłę, a gdy sama jej nie ma moje serce pęka. Płaczę jak dziecko, gdy ją skrzywdzę. Pocieszam i ocieram łzy, gdy nie daje sobie rady. Jesteśmy dla siebie ostatnim ratunkiem... Inaczej już dawno poszlibyśmy na dno, utopilibyśmy się, zatracilibyśmy się w bezgranicznej otchłani jaką jest życie. Bez niej moje serce nie ma po co bić jest moim aniołem, którego egoistycznie trzymam na ziemi choć dobrze wiem, że jego miejsce jest z innymi gdzieś gdzie ja nie mam wstępu... Ona jest ideałem, o którym ja nigdy nawet nie marzyłem...
      - Mike... wszystko dobrze? - moja twarz momentalnie promienieje, gdy słyszę najpiękniejszą melodię jaką jest jej głos.
      - Tak Śnieżynko tylko się zamyśliłem... - mówię wdychając. - Jak się spało?
      - Bardzo dobrze – uśmiecha się przeczesując moje włosy. - Łysiejesz staruchu! Ile to się już będzie miało? No ile? - jej śmiech przeszywa mnie od środka. - Kiedy to dziadkowi czterdziestka strzeli?
      - Nie śmiej się! Dopiero za trzy latka! - wstaję do lustra.- Gdzie ty kobieto widzisz siwe włosy? - pytam, gdy ona podchodzi i obejmuję mnie.
      - Na przykład tu. O! I tu są jeszcze trzy! A tu następny!
      - Nie śmiej się małolacie ciebie tez to czeka za chwilę. - całuję ją krótko. - Czyżby trzydziestka witała?
      - Ciiii! To moja tajemnica. - szczerzy się w drzwiach łazienki. - Nadal jak ta dwudziestopięciolatka, którą spotkałeś pięć lat temu na koncercie.
      - Gdy usunąć wszystkie zmarszczki, rozstępy i te 10 kilo, które ostatnio przytyłaś... - udają zamyślonego. - Nie! I tak wyglądasz na pięćdziesiątkę.
      - Złamas. - wyzywa mnie siedząc w wannie.
      - Suka.
      - Twoja suka.
      - Tak, moja suka. - uśmiecham się do siebie ścieląc łóżko.

~(*.*)~

- Mike, ale my... - próbowałem otrzeć jej łzę, ale nie dała się dotknąć - my nie możemy...
- Ale ja cię kocham i nie obchodzi mnie co myślą inni... - uderzyłem pięścią w stół. Dlaczego ona tego nie może zrozumieć?
- Ja ciebie też, ale...
Czasami początki nie są takie proste
Czasami pożegnanie jest jedynym wyjściem” - potarła swoje ramiona spoglądając na zegarek. - Muszę już iść. Żegnaj Mike...
- Żegnaj... - złapała za swoją walizkę i już miała wychodzić, gdy zatrzymałem ją w drzwiach i złożyłem krótki pocałunek na jej wargach. -
Na pewno spełnisz swoje marzenia. Ręczę za ciebie...
- Dzięki... - drzwi się zamknęły, a ja zostałem sam.

~(*.*)~

      Siadam przy pianinie wygrywając kolejne dźwięki wprawiające mnie w stan melancholii. Najpierw Numb przechodzące w In the end, a na końcu ukochane Crawling mojej drugiej połówki. Palce sama rwą się do grania delikatnie smagając klawisze, a gardło z przyjemnością wydaje z siebie dźwięki. Nagle wyczuwam drobne dłonie na moim torsie i rozgrzane ciało przylegające do mojego. Jej grzywka łaskocze mnie przyjemnie w kark, gdy ona składa mokre pocałunki na mojej szyi. Obracam się na krześle, by móc na nią spojrzeć,a moim oczom ukazuje się jej zgrabna klatka piersiowa przyodziana w koronkowy biustonosz. Wertuję ją wzrokiem podziwiając wytatuowane imię naszej córki na gałęzi dzikiej wiśni, której różowawe kwiaty przyozdabiają żebra, a niektóre rozwiane są po brzuch.
      Podnosi mój podbródek do góry, a ja przy okazji podziwiam znajdującą się na jej prawej piersi bieluśką śnieżynkę z moimi inicjałami, które sam tam umieściłem. Składam na nich pocałunki, które przenoszą się coraz wyżej, podczas gdy żonę przechodzą kolejne przyjemne dreszcze. Opada na moje wargi jednocześnie siadając okrakiem na moich nogach. Błądzę dłońmi po jej plecach delikatnie szczypiąc ją gdzieniegdzie. Jej ręce kierują się ku moim spodnią, gdy ja czule całuję ją po całym ciele.
      - Mamusiu... - mała różowa istotka staje w drzwiach tuląc do siebie swoją ulubioną zabawkę – białego króliczka i przecierając zmęczone oczy. Szybko odskakujemy od siebie wpadając na fortepian, który wydaje donośny niski dźwięk. Mała cicho chichocze zasłaniając rączką ust. - Jestem glodna.
      - Chodźcie zrobimy jajecznice. - brunetka ciągnie mnie i małą do kuchni zakładając pośpiesznie na siebie moją koszulkę.

~(*.*)~

Tamtej zimy spędzaliśmy święta w niepełnym gronie.
Każdy tęsknił.
Brakowało nam tej małej, przebojowej i porywczej brunetki o niespotykanym tak optymistycznym nastawieniu do życia.
To nie były święta...
To były katusze!
Wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju.
Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce.
Kupiłem kwiaty oraz ładny pierścionek, pojechałem do jej rodziców i czekałem cały dzień aż z niego wyjdzie.
Dochodziła dziesiąta, a ja wreszcie zobaczyłem jej sylwetkę wychodzącą za rogu w eskorcie jej brata.
Doskoczyłem do nich w mgnieniu oka klękając na jedno kolanko i wyszeptałem:

And the sun will set for you
The sun will set for you
And the shadow of the day
Will embrace the world in grey
And the sun will set for you

Płakałem razem z nią.
Kiwnęła lekko głową, a rzuciłem się jej na szyję.

~(*.*)~

      - Musisz jechać? - pyta odrywając się ode mnie, a po jej policzkach płyną rzeki łez.
      - Śnieżynko dobrze wiesz, że musimy odbyć trasę. - ocieram jej łzy. - Ostatnio coś takiego robiliśmy 2 lata temu, a fani też muszą mieć co się z życia. - biorę na ręce naszą mała księżniczkę. - A ty masz być grzeczna łobuziaku.
      - Ale tatusiu! Ja nie jestem lobuziakiem! Ja jestem księżniczką! - mówi robiąc obrażoną minę.
      - Dobrze. Biegnij teraz pożegnać się z wujkami. - odkładam ją na ziemię.- Kochanie będziecie na mnie czekać? Wiem że to całe pół roku, ale to chyba nic nie zmienia? Wszystko zostaję po staremu? - pytam z nadzieją.
      - Nie – wytrzeszczam oczy. - Gdy przyjedziesz będzie o jednego domownika więcej.
      - Jesteś w ciąży? - potrząsa głową. - Miałem mały zawał... Myślałem, że odejdziesz...
      - Mały zawał? - mówi zawiedziona.- To szkoda, że mały bo straciłam okazję, by pozbyć się ciebie na zawsze stary dziadu.
      - Kocham jak jesteś w ciąży! - wpijam się zwinnie w jej wargi.


**************************
Oto moje wypociny z Mikem *.*
Kocham Cię człowieku!
Przepraszam za błędy, które na pewno się pojawią :)
ZAMÓWIENIA
Kocham was wasza Ola :$

2 komentarze:

  1. Podoba mi się!!!
    Linkin Park najlepszy <3
    Kocham to, jak piszesz!
    Pzdr Hania xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahah, może nie jestem fanką Linkin Park, ale podoba mi się i czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń